35 - Kiermasz „Powrotu po roku do Soku i Gór” - 35

 

Dzisiaj po Mszach św. będzie możliwość nabycia i napicia się wyciskanego - soku pomarańczowego, nabycia i poczęstowania się - oscypkami z bacówki, nabycia i wygodnego chodzenia - papuci z gór, nabycia i przytulenia się - owieczki. Stojąc w kolejce będzie można popatrzeć na Góry.

Ewentualny zysk przeznaczamy na realizację duszpasterskich pomysłów wakacyjnych.

 

Pozwólcie, że w tym tekście połączę (może dziwnie) 35 lat kapłaństwa z Kiermaszem, a jak z kiermaszem to i z młodymi. Za 35 lat Dziękuję Jezusowi Chrystusowi Najwyższemu Kapłanowi. Dziękuję tak wielu, wspaniałym, pięknym ludziom, których w różnych miejscach i czasie Spotkałem i Spotykam. Dziękuję, że mogę bywać na szlakach pielgrzymkowych i górskich. Było przez te 35 lat wiele błędów, kryzysów, złych wyborów. Ale i one czemuś służą, po wielu wyszedłem mocniejszy. Mogę dziś rzec Jestem szczęśliwym, spełnionym kapłanem. Wiem, że wiele pomysłów, czynów może dziwić, a nawet nie mieścić się w głowie (we wtorek wielkie oczy robił właściciel zakładu produkującego papucie z Rabki, gdzie robiliśmy zakupy na dzisiejszy kiermasz. Gdy mówiliśmy, na co, po co i co robimy … zaniemówił). Te 35 lat wypełnione jest wieloma rzeczami, sprawami, Spotkaniami, ludźmi, remontami, wydarzeniami. Przede wszystkim jednak sprawowaniem Sakramentów, posługą Słowa i Towarzyszeniem…. O prawie każdym wydarzeniu, mógłby powstać osobny tekst. Ale jako, że dziś Dzień Kiermaszu i młodych to zatrzymam się na tym wątku. Od pierwszej parafii (Zabrze) zacząłem Być z młodymi. A oni „kręcili” się przy mnie. Przed 34 laty wyjechałem po raz pierwszy z grupą młodych w Tatry. Prawie z wszystkich, parafii w których pełniłem posługę, były wyjazdy i różne działania. I trwa to do dziś. Z młodymi robiliśmy i robimy przeróżne rzeczy, akcje. Rzeczy poważne, lekkie i zwariowane. Dlaczego? Nie wiem. Nagrodą, jest to, gdy spotykam po latach, dorosłego już dziś, wychowanka, i On lub Ona mówi „jak wiele zawdzięczam wyjazdom, szlakom tatrzańskim, festynom, rozmowom”. Każdy wybiera sam, czas spędzania życia. Młody człowiek szuka dopiero swojej drogi życia. Ma różne propozycje. Dziś tych propozycji jest niesamowicie dużo. O wiele, wiele więcej niż przed laty. Trudniej dziś być rodzicem czy wychowawcą. Trudniej nie znaczy, że nie piękniej. Zawsze kieruję zachętę, aby wstawać z kanapy, ubierać buty i iść, działać. „Aby życia nie przeżuć ale przeżyć”. Aby życie spędzać realnie, a nie wirtualnie. Spotykać się patrząc na figliki w oczach, a nie na sprawiającą figla klawiaturę. Rozmawiać, budować relacje, uczyć się rozwiązywać konflikty i dzielić wspólnie szczęście. Dlatego: Tatry, Panama, Kraków, bombki, kamienie, dziadek i wnuczki, kiermasze, bal, festyn, czuwania, występy, jasełka i tyle, tyle innych różności. Kiermasz to nie tylko zyski lub straty. To dużo więcej. To przede wszystkim SPOTKANIE. Pomysły, rozmowy, kłótnie, przygotowanie, zakupy, praca itd. Wiele trudu. Radość, szczęście, wiara w siebie, że stać mnie na tak wiele, że potrafię zdobywać najwyższe szczyty. Pokonywać słabości. To pokonywanie nieraz swego wstydu, nieśmiałości i tak bardzo chorego myślenia „a co ludzie powiedzą”. Zawsze i wszędzie grupa młodych to grupa otwarta, zaproszenie jest kierowane do każdego.

Ale wiadomo, że nie każdemu taka forma spędzania czasu odpowiada. Jeden woli wyjechać i rozpocząć dzień Mszą św. pięknym śniadaniem, potem 10 godzin wędrować po szlakach, zdobywać szczyty, męczyć się na łańcuchach, wieczorem zaś spędzić czas na rozmowach i grach planszowych. Ktoś inny woli spędzić 10 godzin przed komputerem lub (jak obecnie) zobaczyć 3 mecze każdego dnia i … każdemu życie leci. Tylko dlaczego ten od komputera i 3 meczy uważa, że wszystko jest w porządku, a Ci od gór to jacyś dziwacy? Ktoś woli zabawę gdzie istotą jest taniec, a ktoś inny woli zabawę gdzie istotą jest alkohol. Po czasie ten od zabawy z tańcem opowiada o swoim szczęściu i bólu nóg po tańcach, a ten od zabawy z napojami, opowiada o swoim nieszczęściu i bólu głowy po wypitym alkoholu. I znowu ten drugi to normalny, a ten pierwszy to nie dzisiejszy. Każdy jest wolnym człowiekiem. Młody człowiek uczy się tej wolności. Uczy się być dorosłym. Zawsze starałem się traktować (nie zawsze to wychodzi) młodego człowieka jak dorosłego. Jako partnera. Może stąd nieraz „podpadam” starszym i rodzicom, dla których syn lub córka zawsze będzie dzieckiem. Traktując swoją dorastającą pociechę jak dziecko, często jednak rodzic utrudnia nadgorliwością życie swojemu dziecku, próbując je ułatwić. (L. Gottlieb - Mama i tata mogą zniszczyć psychikę swemu dziecku, na pewno nie chcący….ale co z tego, że nie chcący). 35 lat temu gdy zaczynałem kapłaństwo, czasy były inne. Może nie czasy, a każdy z Nas. Chyba było łatwej. Z różnych powodów było łatwiej. Ale chyba głównie dlatego, że nie było Internetu, afer księży pedofilii i teraz jeszcze pandemii. Łatwiej bo rodzina czerpała siłę od Boga i Siebie. Żadna grupa młodych nie była i nie jest wieczna. Młodzi przychodzą i odchodzą. Idą na studia, żenią się, wychodzą za mąż. Komuś komplikuje się życie. Nikogo, nigdy nie chciałem zatrzymać dla siebie. Zawsze w miejsce odchodzących, przychodzili nowi. Dziś o nowych trudno. Młodzi wybierają inne propozycje. I dobrze, mają prawo. Ale czy wybierając inne propozycje mogą usłyszeć od swojej mamy czy taty słowa „synu, córko ja jeszcze Ciebie tak szczęśliwego nie widziałem jak po tej zabawie, górach, akcji pomocy, spotkaniu, rozmowie...”. Oby wybrane propozycje życia, przez młodego człowieka, prowadziły do szczęścia, które po latach, w chwilach trudnych będzie wzmocnieniem. „Im więcej trudu zainwestujesz w siebie w młodości, tym łatwiejsza będzie starość”. Myślę, że w pracy z młodymi coś im daję, ale o wiele więcej od nich otrzymuję. Oni mnie uczą bardzo wielu spraw. Dzięki nim czuję się młody. Oby wzajemne relacje budowały w młodych i we mnie piękne życie. W pracy z młodymi sam popełniłem i popełniam wiele błędów. Jestem nieraz strasznie nieznośny i kapryśny. Wiem, że narażam się na wiele różnych komentarzy i ocen różnych osób, które mają wiele do powiedzenia czy napisania, zawsze i na każdy temat. Wiemy, że i młodzi narażają się na różne docinki, szczególnie dziś, gdy w modzie jest wyśmianie kogoś, dla którego Bóg i Kościół to ważne i święte sprawy. Ale czy złośliwość lub głupi komentarz może odebrać szczęście i to co się i z kim przeżywa? Piękne jest to, że jako grupa młodych wszystko co robimy, dzieje się w świecie realnym, a nie wirtualnym. Realnym czyli prawdziwym, a nie wirtualnym czyli pełnym ułudy. Może ten dzisiejszy kiermasz i zbliżające się wakacje, kończą pewien etap życia mnie i młodych. Drogi się rozchodzą. Czy będzie dalej „Raban” i coś będzie się działo? Nie wiem. Jednak człowiek jest coraz starszy. Afery pedofilskie odcisnęły piętno na myśleniu rodziców i moim. Liczą się inne wartości. Wygodniej usiąść w fotelu i dyskutować, krytykować i mieć swoje zdanie jak powinien wyglądać świat, Kościół, ksiądz, duszpasterstwo. Niż wstać z fotela i swoim działaniem zmieniać świat, Kościół i księdza na lepsze, tworzyć duszpasterstwo. Dziś młodzi często wybierają inne propozycje. Ale iskierką nadziei jest to, że w dzisiejszym Kiermaszu oprócz „starych młodych” tak chętnie zaangażowali się „bardzo młodzi - młodzi’. Tyle refleksji pisanej…. A jeszcze jest refleksja mówiona w kazaniu.

Dziękuję - ks. Piotr.

Za każdego człowieka  młodego i starszego, który JEST przy mnie  DZIĘKUJĘ !